Godzinę po całym zdarzeniu Ronon się obudził.
– Co… co się stało?
– Brolgei cię zaatakował. Nie pamiętasz, tato?
– Ach tak. Już pamiętam. – Wilk spróbował wstać, ale poczuł przeszywający ból w boku. Spojrzał na niego i już wiedział, co się stało. Widniały na nim cztery rany od niedźwiedzich pazurów. – I co teraz będzie? Jak przeżyjemy? – zmartwił się samiec. – Przecież ja nie będę mógł polować przez długi czas.
– Spokojnie tato. Przeżyliśmy już dużo problemów. Tym razem też tak będzie – powiedział Siroko i pocałował ojca w nos.
– Masz rację synku. Z głodu nie umrzemy. Dopóki ty, Ronon, nie wyzdrowiejesz, będę łapała nam króliki, myszy i młode wapiti, które powinny się niedługo pojawić.
– Ach, Taht, co ja bym bez ciebie zrobił.
– Pewnie nadal szukałbyś partnerki – zaśmiała się wilczyca. – A teraz już czas spać. Dobranoc.
– Dobranoc – odpowiedzieli chórem Ronon i Siroko.

Około północy wilczka obudziło dziwne szuranie. Gdy otworzył, oczy zobaczył przed sobą węża pełznącego w stronę jego ojca. Widział już wiele razy jak matka zabijała te stworzenia i chciał zrobić to samo. Jedną łapę postawił za głową gada. W chwili gdy miał go zabić, ten odwrócił się i ugryzł Siroko tuż nad nadgarstkiem. Wilczek zaskowyczał i obudził tym rodziców. Samica domyśliła się, co zaistniało. Zręcznie unieszkodliwiła oprawcę i wyrzuciła daleko poza jaskinię.
– Leż i nie ruszaj się. Ja zaraz wrócę – powiedziała do syna i wybiegła na zewnątrz. Szukała rośliny, o której opowiadała jej matka. Podobno pomagała ona wilkom ugryzionym przez węże.
Wróciła ze sporą gałązką. Część przyłożyła do ugryzienia, a część kazała mu zjeść,
Siroko słabł z każdą godziną. Niestety jego organizm był za słaby, a jad zbyt silny i wilczek umarł nad ranem.
Taht pochowała go niedaleko jaskini. Wróciła i zaczęła gorzko płakać.
_______________
No... wiem, Bezduszna jestem xD Z tą rośliną chyba przesadziłam...
Zastanawiająca się
Akti